poniedziałek, 31 grudnia 2012

Epilog


Siedzę na fotelu, przy kominku. Wzięłam do ręki album, którego strony znam już na pamięć. Jak co wieczór, oglądam zdjęcia, nasze zdjęcia. Moje, Harrego, a także całej naszej paczki. Wspominam. Te wszystkie chwile razem spędzone. Momentalnie na mojej twarzy zawitał uśmiech, ale w moich oczach pojawiły się łzy.

Dlaczego nie mogę cofnąć czasu?

Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. W progu pokoju zauważyłam śliczną, małą istotkę, która nieśmiało mi się przyglądała. Gdy tylko zauważyła, że na nią patrzę podbiegła do mnie. Usadziłam ją na swoich kolanach. A ona swoją delikatną rączką otarła łzy z mojej twarzy.

-Mamusiu dlaczego płaczesz? - spytała. Nic jej nie odpowiedziałam tylko mocno ją do siebie przytuliłam.
-Tęsknisz za tatą, prawda?
-Bardzo - odpowiedziałam
-Szkoda, że go tutaj, z nami nie ma - powiedziała smutno
-Jest tutaj, czuwa nad nami - powiedziałam

Była tak bardzo do niego podobna. Te śliczne, brązowe loczki, oraz dołeczki w policzkach. Ten cudowny uśmiech. Tak bardzo mi go przypominała. Niestety ona go nawet nie poznała.

Długo jeszcze oglądałyśmy zdjęcia. Opowiadałam jej o Harrym.
-Mamo, a opowiesz mi jeszcze raz jak się z tatą poznaliście?
-Opowiem, ale jutro. Teraz pora spać.
Zaprowadziłam małą do jej pokoju i położyłam ją spać.
-Dobranoc Darcy - powiedziałam i pocałowałam ją w czółko
-Dobranoc mamusiu.


---------------------------------------------------

Proszę, żeby KAŻDY kto czyta to opowiadanie zostawił komentarz. 

To dla mnie bardzo ważne. 

Miał być o wiele dłuższy.
Ogólnie miał być inny.
Tak na prawdę mam 4 epilogi i nie wiedziałam który dodać.


No więc...
Szczerze to nie wiem co napisać.
Mamy koniec.
Tak jakby.
Skoro dodałam epilog to znaczy, że to koniec opowiadania, nie?
Tylko, że ja tak za bardzo nie chce go kończyć.
Z resztą, epilog wyszedł mi beznadziejny.
Także tego, no... w sumie to koniec, ale nie koniec.
Pokręcone to, co nie?
Nie będę tłumaczyła o co chodzi, pewnie i tak się większość domyśli... to opowiadanie od zawsze było przewidywalne. Dziwię się, że to czytacie.

Dziękuje za 14691 wejścia na bloga... WOW  To dużo, przynajmniej dla mnie :)
No i za te 130 komentarzy.
Oraz 14 obserwujących :)

Cieszę się, że wam się podobało.


Tak przy okazji życzę wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!


ZAPRASZAM NA MOJE DRUGIE OPOWIADANIE!!!

http://people-are-changing.blogspot.com/


A jeśli ktoś domyśla się o co mi chodzi i czyta dalej tę beznadziejną notatkę, niech wie, że mam niespodziankę. :)
No chyba, że nie chcecie.
Wszystko zależy od was i waszych komentarzy.

Sorry, że to wszystko takie dziwne, ale mi odbija :D

czwartek, 20 grudnia 2012

Rozdział 38


Codziennie rano przychodziła do niego, do szpitala. Siedziała tam godzinami. Mówiła do niego, choć wiedziała, że jej nie słyszy. Była przy nim każdego dnia. Cały czas miała nadzieję. Nadzieję na to, że się wybudzi. 'Nie możesz umrzeć Harry. Nie możesz! Musisz żyć, dla mnie, dla chłopaków, dla fanów... a przede wszystkim dla tego maluszka, który jest we mnie. Dla twojego dziecka. Nie możesz nas teraz zostawić, potrzebuję cię. Tęsknimy za tobą wszyscy.' - powtarzała codziennie.

Od tego nieszczęsnego wydarzenia wszyscy chodzili smutni. W domu One Direction panowała przygnębiająca atmosfera. Nikt nie miał ochoty się śmiać, żartować. Wszyscy budzili się i zasypiali z nadzieją, że ich przyjaciel w końcu się wybudzi. Wierzyli, że się uda. Tak samo było z fanami. Byli wierni zespołowi, nie opuścili ich w tych trudnych chwilach. Codziennie przychodzili pod szpital, wierzyli że któregoś dnia usłyszą tą radosną informację. Wierzyli, że ktoś powie im, że Harry się wybudził, że żyję i ma się dobrze. I tak było w kółko, przez miesiąc.

Był 20 maj. Jak co rano Vick przyjechała do szpitala. Zobaczyła, że w sali Harrego jest lekarz i kilka pielęgniarek. Doktor zaprosił ją do swojego gabinetu. Przestraszyła się, nie wiedziała co się stało.
-Mam przykrą wiadomość. Niestety musimy odłączyć pacjenta od aparatury. Nie możemy trzymać go przy życiu w nieskończoność. On i tak już się nie wybudzi, przykro mi.
-Nie możecie! Nie pozwolę! On się wybudzi... proszę, proszę go nie odłączać! - krzyczała Vick
-Niestety, ale podjęliśmy już decyzję.

Vick z płaczem wybiegła z gabinetu. 'To nie może być prawda. On nie może umrzeć. Musi żyć.' mówiła do siebie w myślach. Nie mogła w to uwierzyć. Właśnie dowiedziała się, że straci najważniejszą osobę w jej życiu. Straci osobę którą kocha i ojca jej dziecka.


----------------------------------------------------
Szczerze, to napisała go przed chwilą :)
Wiem, że krótki.
Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, ale nie mam siły sprawdzać.
Przyznam, że mam napisany epilog.
Ale nie jestem pewna, czy go dodam.
Jakoś tak nie umiem zakończyć tego bloga.
Także musicie żyć w niepewności.
Tego, jak się to opowiadanie skończy i czy w ogóle się skończy dowiecie się 31.12.2012r

A tak przy okazji życzę wam wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT, MNÓSTWA PREZENTÓW, RADOŚCI, MIŁOŚCI I CZEGO TAM JESZCZE CHCECIE :)
No i dziękuje, że czytacie i komentujecie.